Czy naprawdę muszę?

Jeszcze całkiem niedawno wstawałam rano (o piątej) i pierwszą moją myślą było co ja muszę zrobić. Muszę to, muszę tamto. Muszę pójść do pracy, musze nakarmić kota, muszę popracować nad sobą.

Nawet w dni wolne od pracy najważniejsze było to co muszę. Muszę posprzątać, zrobić pranie, muszę pójść do sklepu, muszę pójść na spacer no i co najważniejsze MUSZĘ ODPOCZĄĆ". I jeszcze muszę na to wszystko znaleźć czas.

I byłam taka sprytna, że z każdej przyjemności potrafiłam zrobić obowiązek. I nie mogłam za nic pojąć, czemu ciągle jestem taka zmęczona. Przeciez robię też fajne rzeczy.

A jak robiłam coś co sprawiało mi frajdę to miałam poczucie winy. Postanowiłam sprawdzić czy da sie uwolnić od tego poczucia winy i czy da się żyć kierując się w swoich działaniach poczuciem radości i przyjemności.

Teraz budzę sie rano i pierwszą moją myślą jest jaką przyjemność mogę sobie sprawić. Czasem jest to po prostu przekręcenie się na druki bok i poleżenie jeszcze trochę.

No i jakoś nic sie nie zawaliło. Mieszkanie wcale nie zarosło, córka też głodna nie chodzi, kot żyje.

Przestałam doceniać obowiązkowość i wysiłek, a zaczęłam przyjemność i inteligencję w działaniu.

W zasadzie robie to co robiłam wcześniej, ale bez presji i wtedy kiedy mi się chce, a nie dlatego, że uważam, że akurat teraz muszę.

I zamiast myśleć, że muszę zrobić obiad czy kolację, zastanawiam się zjedzenie czego sprawiłoby mi przyjemność. Jak kot miauczy i chce wejść do mieszkania to nie zrywam się do drzwi tylko czekam, bo może córka usłyszy albo kotu sie odechce. Przeważnie córka się zrywa i jeszcze się cieszy, że pierwsza usłyszała.

Sa jeszcze sytuacje w których czuję, że jeszcze coś muszę, np w pracy, ale jest ich już coraz mniej.

I stwierdzam, że takie życie to mi sie podoba :-)

15 wyświetlenia