Czy martwienie jest obowiązkowe ?


Ile razy zdarzyło się wam, że martwiliście się o coś, co się nie wydarzyło. Gdy już mieliście pewność, że się nie wydarzy to czuliście wielką radość i ulgę. Ale też wielkie zmęczenie, Czy takie martwienie na zapas ma sens? Z logicznego punktu: nie. A z energetycznego to już zupełnie. Bo martwienie się zabiera bardzo wiele energii.

Martwienie jest też sygnałem dla Wszechświata jakich stanów chcemy doświadczać. Jest to ewidentne zamówienie na sytuacje, dzięki którym będziemy mogli się pomartwić. Tak to już jest z tym Wszechświatem. Dostajemy to na czym mocno się koncentrujemy. A wybór należy do nas.

Ale dlaczego się martwimy? O siebie, o innych. Czy tylko dlatego, że źle znosimy niepewność. Czy martwienie jest niezmienną cechą niektórych ludzi, a zwłaszcza kobiet? Czy może to być jakiś nabyty wzorzec który możemy zmienić.

Moim zdaniem martwienie się jest to tylko wzorzec a może nawet zespół wzorców, które są jak najbardziej możliwe do zmiany. Oczywiście jeżeli ktoś chce. Bo to konieczny warunek do wszelkiej zmiany. Poniżej omówię kilka moim zdaniem bardzo ważnych wzorców i przekonań, które powodują że się martwimy. I przez które tak trudno jest nam się nie martwić.

1.

Po pierwsze martwienie przez część ludzi uważane jest za wartościową cechę. Właśnie tak! Za oznakę dojrzałości i dorosłości. Często nieświadomie uważamy tych „beztroskich” za takie tam niczego nieświadome dzieciaki. Co nigdy nie dorosną. Czujemy się lepsi od nich, bo oni na pewno są wyluzowani tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji czy nie znają życia. Gdyby wiedzieli tyle co my..... :-))

W tej sytuacji warto sobie uświadomić, że jest jeszcze trzecia opcja. Można być w pełni świadomym sytuacji i podjąć w pełni świadomą decyzję, że nie będziemy się wkręcać w martwienie, bo to strata energii.

2.

Po drugie bardzo często mamy takie przekonanie, że nie może być dobrze cały czas. Że raz jest dobrze, raz jest źle. Jest nawet takie przysłowie: Raz na wozie raz pod wozem

Więc wiele osób kombinuje (podświadomie), że jak się tak zamartwi, to będzie to zaliczone na poczet tego „złego”. Kombinują i manipulują jak ominąć negatywne wydarzenia. I wydaje im się, że jak się tak namartwią, to potem samo dobre się już wydarzy. I często tak się wydarza. Ale tylko dlatego, że w to wierzą.

Naprawdę warto przekonać swoją podświadomość, że może być dobrze cały czas. Może to trochę potrwać, ale warto. I warto trochę inaczej spojrzeć na to co nam się wydarza. Nie traktować tego jako złośliwości losu, ale jako informację od podświadomości o jej przekonaniach. Które zawsze można zmienić.

3.

Zamartwianie się może być też rodzajem pokuty. Takiej pokuty „na wszelki wypadek”. Cos takiego może występować u osoby, która często przeżywa silne poczucie winy. Najprawdopodobniej nieuzasadnione, a wręcz wmówione. I wtedy martwienie się może być jakby pokutą za coś co moglibyśmy ewentualnie zrobić. Martwienie się bardzo skutecznie jest w stanie zagłuszyć to poczucie winy. W tej sytuacji należy przede wszystkim uwolnić się od poczucia winy, a martwienie się straci w tej sytuacji sens istnienia.

4.

W rodzinach, gdzie występuje poczucie, że martwienie się jest pozytywną wartością jest duże prawdopodobieństwo, że martwienie jest premiowane. Dzieci są za to chwalone jako dojrzałe i odpowiedzialne. I co gorsze mogą jedynie wtedy mogą dostać wsparcie od rodziców, gdy się martwią. Powstaje przekonanie, że tylko wtedy gdy się martwię dostaje wsparcie od otoczenia. Można i warto zmienić to przekonanie, na takie, że zawsze mam tyle wsparcia ile potrzebuję.

5.

Kolejnym przekonaniem wspierającym martwienie jest przekonanie że jak ktoś kocha to się martwi. I wtedy martwienie jest nazywane miłością. No i strach się nie martwić, bo można być posadzonym o nieczułość! Tymczasem miłość to miłość, a martwienie to martwienie. A martwienie się o kogoś jest wręcz sygnałem dla tej osoby, że „nie wierzę, że Ci się uda”. Martwienie wcale nie pomaga obiektowi zmartwień. Pomaga tylko na chwilę osobom, które lubią być „niańczone i lulane”. Dla osób, które chcą coś osiągnąć stanowi dodatkowe obciążenie, bo czują że nie mogą zawieść osoby która się martwi.

6.

Ugruntowanie martwienia się jeszcze może wynikać z tego, że martwienie jest rodzajem cierpienia. A przecież podobno cierpienie uszlachetnia. Tylko, że jakby tak było to dlaczego jest tyle zbrodni i niegodziwości popełnianych przez cierpiących ludzi, z zemsty za cierpienie, a jakoś nie słyszałam o zbrodniach popełnianych ze szczęścia?

Przypuszczam, że jest jeszcze wiele innych przekonań i wzorców, które powodują, że martwienie jest tak powszechne. Warto uświadomić sobie swoje własne przekonania i uwolnić się od nich po to, żeby nie prowadziły nas w kierunku martwienia się i sytuacji w których to martwienie uznajemy za pożądane czy konieczne.

Jednym ze sposobów dotarcia do własnych kodów i przekonań są sesje Dekodyki, które oferuję. Kolejnym który ja znam i stosuję są afirmacje i dekrety afirmacyjne. Gdy ktoś ma dobry kontakt z podświadomością i trochę uważności w życiu to można zastosować takie afirmacje:

„Ja (imię) rezygnuję z martwienia się. Uświadamiam sobie wszelkie przyczyny, dla których traciłem/traciłam swoją energię na martwienie się i uwalniam się od nich. Rezygnacja z martwienia jest dla mnie bezpieczna i korzystna. Życie bez martwienia się jest dla mnie korzystna i całkowicie bezpieczne. W miejsce martwienia otwieram się na całkowite zaufanie do Wszechświata i do tego co mi się wydarza. „

To powinno doprowadzić Cię do uświadomienia sobie indywidualnych przekonań i wzorców i wykreowania przez podświadomość zdarzeń, których skutkiem będzie uwolnienie się od tych wzorców. Uwalniając sie od martwienia postawisz kolejny krok do odzyskania radości życia. Czego Ci serdecznie życzę.

16 wyświetlenia