Ile waży ciężkie życie?


No właśnie! A czy lekkie życie to waży mniej? A jak ciężkie życie waży więcej to może jest bardziej wartościowe? Wydaje się, że część ludzi uważa, że tak. Zwłaszcza ci co się szczycą swoim ciężkim życiem.

"A co ty tam wiesz, a co ty przeżyłeś!?" Niektórym sie wydaje, że ciężkie życie i problemy czynią ich mądrzejszymi. Gdyby tak było, że im więcej problemów tym mądrzejszy człowiek, to chyba taki człowiek, z taaaką mądrością - z łatwością uwolniłby sie od problemów. Pytanie dlaczego tego nie robi?

Może się boi, że wraz z problemami straci całą mądrość ;-)

Są tacy co mówią, że takie jest życie, że nie ma się na to wpływu. Lepiej zgonić odpowiedzialność na polityków, sąsiadów, złych ludzi. Ciekawe, że właśnie Ci, którzy mówią, że "w życiu nie ma sie na nic wpływu" większość uwagi rzeczywiście skupiają na sprawach na które zupełnie nie maja wpływu i nawet nie próbują mieć. Na globalnym ociepleniu, konfliktach wojennych, które ich zupełnie nie dotyczą, na głodujących dzieciach gdzieś tam daleko.

Ciężkie jest życie człowieka, który nie ma na nic wpływu. Ciężkie jest życie człowieka, który niesie na swoich plecach brzemię problemów całej kuli ziemskiej.

Często tacy ludzie zupełnie ignorują to na co mogą mieć wpływ. Czyli siebie. Ale żeby zobaczyć siebie trzeba wreszcie przestać patrzeć na innych. Przenieść uwagę na siebie i przestać ignorować swoje lęki, swoje wkurzenie, swoją agresję, swoje emocje, swoje pragnienia...

Przestać zajmować się tym na co nie ma sie wpływu, przestać żądać od innych aby sie zmienili. Zająć sie sobą.

Tylko czy aby to nie jest zbyt egoistyczne? Owszem jest. Ale z drugiej strony człowiek, który potrafi zająć sie sobą, przestaje żądać by inni się nim zajęli. Jaka to ulga dla reszty!

Człowiek zajmujący się sobą, czyli jaki? Co to znaczy zajmować się sobą?

Oczywiście nie chodzi tu o to, żeby wszystkich i wszystko olewać nie napiszę czym.

Zająć się sobą to znaczy zauważać siebie w każdej sytuacji, która nam sie przytrafia. Jeżeli ktoś nas wkurzył to przyjrzeć się temu wkurzeniu zamiast wyzywać gościa od takich czy owakich. Zastanowić się dlaczego własciwie wkurza nas ten kierowca, który jedzie za wolno, albo po chamsku zajeżdza nam drogę. Zostawić w spokoju tego kierowcę i przyjrzeć się swojemu wkurzeniu zamiast dawać mu się ponieść. Zaakceptować tę agresję w sobie. Zaakceptować siebie wściekłego i wkurzonego.

Tak! Właśnie o to chodzi. Żeby zaakceptować siebie samego w każdej sytuacji. Dokładnie takiego jakim się jest. Swoje błędy i słabości. Ale to nie jest łatwe. Znacznie łatwiej kierować uwagę na innych i mieć do nich pretensje. Szukać przyczyn swoich problemów w innych. Zajmować sie ich problemami. Zauważać ich błędy po to, żeby choć na chwilę poczuć się lepszym. Mądrzejszym.

Skupienie się na sobie i akceptacja siebie nie przeniesie nas magicznie do świata bezprobemowej cudowności, ale może zmienić priorytety i percepcję patrzenia na siebie i swoje życie. I wtedy może sie okazać, że nie musimy sie już zajmować tymi wielkimi problemami świata, a nasze problemy, które spędzały nam sen z oczu są po prostu kolejnymi sprawami do załatwienia. I to nawet nie w trybie pilnym.

A na koniec odpowiedź na pytanie: Ile waży ciężkie życie? Moim zdaniem tyle ile jego właściciel jest gotowy unieść ;-)

8 wyświetlenia