Ach! jaka piękna złość, czyli co zrobić z trudnymi emocjami.


Co to są emocje? Czy są one ważne i potrzebne czy wprost przeciwnie? Czy emocje i uczucia to to samo?

Wg definicji emocja jest to stan znacznego poruszenia umysłu. I wg tej definicji uczucia takie jak : miłość, szczęście, radość czy spełnienie emocjami raczej nie są. Oczywiście uczuciu radości czy szczęście może towarzyszyć silne pobudzenie, które już spełnia definicję emocji.

Ja mówiąc o emocjach mam raczej na myśli: złość, strach, wzburzenie, wściekłość czy rozpacz czyli takie, które zazwyczaj nazywamy emocjami negatywnymi. I o takich chcę dzisiaj napisać.

Są różne szkoły obchodzenia się z emocjami. Jedni mówią, że emocje są szkodliwe i trzeba się od nich odcinać, inni z kolei że są częścią nas i należy je pielęgnować i poddawać sie nim. Oczywiście są to skrajne podejścia. I moim zdaniem oba są szkodliwe.

Niektórzy, tłumią wszelkie emocje uznając je za "złe". Można by rzec "ludzie tłumiki".

Gdy odcinamy sie od emocji, tłumimy je - to one nadal w nas są, i prędzej czy później wrócą. I to ze znacznie większa siłą. Bo skumulowane.

Znacie takie przypadki jak osoba, która uchodziła za bardzo łagodną, wręcz uosobienie toleracji i pobłażliwości nagle straciła kontrolę nad sobą? Siła zniszczenia godna huraganu co najmniej :-) Bo wszelkie próby kontroli emocji wymagają niesamowitej ilości energii. Z czasem tej energii może zabraknąć. I bum!

Emocja stłumiona nie znika. Ona działa. Z ukrycia. Na całe ciało powodując np zwiększoe ciśnienie krwi. A nadmierna kontrola objawia sie silnym usztywneniem ciała. Pozornie uśpiony wulkan. Na zewnątrz skorupa, a w środku wrze!

Po drugiej stronie "ludzi tłumików" są ludzie, których, byle drobiazg potrafi ich wkurzyć i wybuchają raz po raz, uzewnętrzniając swoje emocje otoczeniu. Wtedy na chwilę się uspokajają. A otoczenie wrze :-). Publicznie nakręcają się w swoich emocjach, które przerzucają na otoczenie. Na każdą próbę zwrócenia na to uwagi reagują złością, że ktoś śmie naruszać ich prawo do swobodnego wyrażania się. A gdzie prawo innych do spokoju i poszanowania ich granic?

No to co robić z tymi emocjami?

Przecież takie emocje jak złość, wkurzenie czy wściekłość nie są ani przyjemne, ani korzystne dla tego co je przejawia, ani dla otoczenia. Ja teraz nie przepadam za towarzystwem ludzi pełnych złości. Wolę tych zadowolonych. Chociaż kiedyś to różnie bywało. Można by rzec, że przez jakis czas wściekłość to było moje drugie imię :-) Oczywiście tłumiona.

Więc co z nimi robić skoro nie ma sensu kontrolować . Jak się od nich uwolnić nie tłumiąc ich? Mój sposób jest taki.

Emocja jest głównie informacją o nas i tak należy ją traktować. A my przeżywając jakąś emocję przeważnie tracimy z oczu siebie. Nasza uwaga w sposób naturalny kieruje się w stronę osoby, która jak nam się wydaje wywołała naszą złość. Szukamy winnego. A warto w tej sytuacji spojrzeć jednak na siebie. Na tego który sie gniewa, co się złości. I na samą złość. Nie oceniać emocji. Każda ocena spowoduje chęć stłumienia jej.

Można zrobić coś odwrotniego. Pochwalić złość. Uśmiechnąć się do niej i do siebie i powiedzieć: Och jaka piękna złość. Jak ja sie pięknie złoszczę :-) Poszukać jakie jeszcze inne emocje towarzyszą tej sytuacji. Może pogarda? Ach jaka piękna pogarda! Ja to dopiero potrafię pogardzać.

Pozwolić sobie na odczuwanie tej emocji, ale nie wyprojektowywać jej na zewnątrz.

Zwłaszcza osoby, które mają negatywne nastawienie do emocji, na początku przede wszystkim powinny pozwolić sobie poczuć tę emocje. Bez oceniania siebie. Zaakceptować ją. Ważne, żeby uwaga była cały czas skierowana na siebie, a nie na innych. Bo to my jesteśmy źródłem swoich emocji. Jeżeli na początku to sie nie uda i zaczniemy nakręcać się na obwinianie innych to też należy to zaakceptować. Siebie też nie obwiniać. A potem znowu skierować uwagę na siebie.

Miałam dzisiaj własnie taką sytuację, gdzie "jakis kretyn prawie zajechał mi drogę wciskając sie przede mnie". Tak sobie pomyślalam. A pierwsza myśl to była: "No musiał, oczywiście musiał, debil jeden!" Ale zaraz przyszło uświadomienie, że straciłam siebie z pola widzenia na jego rzecz. Właściwie to czemu mam się nim zajmować? A co ja czuję w tej sutuacji?

Złość! "Ach jaka piękna złość :)"

Pogarda. "Ach jaka cudna pogarda :) Ja to potrafie pogardzać jak mało kto :) Pełen podziw."

Poczucie wyższości "Cudne to poczucie wyższości... A jakie wysokie ! Że ohoho!"

Zazdrość "No tak. Bo ja bym tak się bała... Ale co tam. Mam za to zazdrość"

To wszystko tak mi poprawiło humor, że cała uchachana i dumna z siebie dojechałam do pracy. A mogłam zająć się Panem wciskaczem, a potem jeszcze parę razy nakręcić się opowiadając w pracy jakie to hamstwo na ulicy.

Ale po to? Taki piekny dzień dzisiaj....