Jak zmienić najbardziej oporne wzorce czyli po co to poczucie winy lezie za mną tyle lat! Chyba mni


Czy jest w twoim życiu taki wzorzec, zachowanie czy emocja, które skutecznie uprzykrza i utrudnia Ci życie, a od którego trudno jest Ci się uwolnić?

Próbujesz, próbujesz. Stosujesz różne techniki czy ćwiczenia. I nic! Efekt żaden lub tylko częściowy.

U mnie czymś takim było poczucie winy. Ciągnęło się za mną odkąd pamiętam i przez kilka lat pracy nad sobą.

Przy głęboko zakorzenionych wzorcach czy emocjach potrzebna jest spora determinacja no i niestety trochę czasu (czasem miesięcy czy nawet lat), żeby skutecznie sie z nimi rozstać.

Poniżej opisałam kilka wskazówek, które mogą pomóc Ci lub chociaz zainspirować do zmiany swoich trudnych wzorców. Oczywiście, jeżeli takowe posiadasz :-)

1.

Pierwszym etapem uwolnienia od czegokolwiek jest zawsze uświadomienie sobie tego czegoś, uświadomienie sobie, że to nam uwiera.

Tak, wiem, że to oczywiste, ale jednak bywa, że najciemniej pod latarnią i najtrudniej zauważyć najoczywistsze rzeczy. Oczywiście u siebie, bo u kogos to zawsze pikuś :-))

Za takim uświadomieniem powinna pójść DECYZJA, czyli akt woli, że zmieniamy to co nam nie odpowiada. To już nie jest takie oczywiste, gdyż wiele osób zdaje sobie sprawę z posiadania niekorzystnych emocji czy wzorców, ale pozostaje na etapie narzekania na nie.

Taka decyzja na początek wystarcza :-) Powoduje ona, że podświadomość zaczyna nas prowadzić tak, że napotykamy różne infomacje na interesujący nas temat w internecie, artykuły w prasie. W dzisiejszych czasach jest cała masa ogólnodostępnej informacji. Czytamy o różnych technikach zmiany, znajdujemy ogłoszenia osób, które oferują różnego rodzaju pomoc w uwolnieniu się od różnych problemów. Przystępujemy do działania. Próbujemy różnych technik.

W moim przypadku,

najpierw uświadomiłam sobie, że moje poczucie winy jest ogromne

i że nie wszyscy tak mają.

Uświadomiłam sobie, że winię siebie praktycznie za wszystko.

Winię się że coś zrobiłam lub nie. Byłam winna gdy to zrobiłam, ale gdybym tego nie zrobiła to winiłabym się, że tego nie zrobiłam.Winiłam się za to co zrobili lub nie zrobili inni.

Winiłam sie za to, że wogóle jestem, że oddycham i że być może zabieram komus miejsce. Wszystko było dobre, żeby sie obwinić.

Przez wiele lat paliłam całe mnóstwo papierosów, żeby skutecznie zagłuszyć w sobie to poczucie winy. Bo tak działaja papierosy.

Kiedyś mówiono mi, że papierosy rozulźniają i zmniejszają stres. Rzeczywiście zmniejszaja stres, ale nie poprzez rozluźnienie, lecz przez wytłumienie emocji, których boimy się przeżywać. Albo są dla nas zbyt trudne w danym momencie życia.

Na tym etapie zaczęłam sporo czytać o poczuciu winy.

Wiele osób dzieli poczucie winy na to dobre i na to złe, czyli tak zwane "nieuzasadnione poczucie winy". Ale kto ma stwierdzić czy poczucie winy jest czy uzasadnione czy nieuazsadnione? Granica jest bardzo płynna.

Sa tacy co mówią, że gdyby nie poczucie winy to człowiek nie wiedziałby że wyrzadził komuś krzywdę. Oczywiście, że by wiedział!

Od tego jest empatia. Empatia powoduje, że potrafimy wczuć sie w sytuację drugiego człowieka i chcemy naprawić to co zepsuliśmy. Poczucie winy powoduje chęc ucieczki, schowania się i ukrycia siebie i swoich rzeczywistych o domniemanych błędów. Nie ma tu miejsca na wyjaśnienia czy naprawę. Może być jeszcze ewentualnie zabawa w przerzucanie winy na kogos innego.

Przeważnie jednak samo uświadomienie, zebranie informacji i pobieżne działania nie przynoszą zbyt dużego efektu. Bo chcemy coś zmienić bez dotykania bolesnych spraw. Dlatego w takiej sytuacji, często problem się nasila.

I na tym etapie całkiem sporo osób sie wycofuje i uznaje, że lepiej z tym żyć. Inni, ci bardziej zdeterminowani szukają dajej. Bo decyzja jest tak naprawde dopiero wstępem do właściwych działań.

2.

Kolejnym krokiem jest szukanie PRZYCZYNY naszych problemów. Szukamy jej w dzieciństwie, czasem w okresie prenatalnym, w relacjach z rodzicami i reszta rodziny. Ci co wierzą w reinkarnację, cofają się do poprzednich wcieleń. Nie zawsze ta przyczyna jest od razu widoczna.

Na tym etapie często szukamy winnych naszych problemów. I najczęsciej, wychodzi, że są to rodzice. Nie dlatego, że sa oni najgorsi na świecie, ale dlatego, że to oni mieli na nas największy wpływ w pierwszych latach naszego życia, kiedy jako dziecko niemalże chłonęliśmy wszystkie informacje i emocje z otoczenia.

I tu może być tak, że wiele osób powie, że należy natychmiast wybaczyć rodzicom i wszystkim, którzy nas skrzywdzili. Moim zdaniem na tym etapie nie jest to najlepszy pomysł. Wybaczając na tym etapie tak naprawde pudrujemy tylko problem, nie dochodzimy do sedna. Wymuszając na sobie wybaczenie znowu zaczynamy tłumić emocje zamiast się od nich uwolnić. Chronimy innych zamiast siebie.

Na tym etapie warto poczuć wszystkie emocje jakie sie w nas pojawiają. Poczuć to nie znaczy wyrazić. Chociaż to trudne, bo często przez wiele lat tłumione zaczynaja się z nas wręcz wylewać. Poczuć i zaakceptować, że one są. Poczuć i zaakceptować siebie z tymi emocjami.

Uświadomić sobie krzywdy jakich doznaliśmy. To naprawdę bardzo ważne. UZNANIE KRZYWDY jakiej doznaliśmy, uświadomienie sobie, że to czego doświadczyliśmy było naprawdę trudne czy straszne.

Najwięcej przyczyn jest w naszym dzieciństwie więc warto spojrzeć na siebie i na to co się stało okiem dziecka, a nie dorosłego. Bo z punktu widzenia dorosłego często tak naprawdę nic wielkiego się nie stało. A dziecko przeżyło coś co ma wpływ na całą resztę jego życia.

Tutaj ważne jest, żeby mieć przy sobie kogoś, kto nas wesprze w tym procesie. Czasem wystarczy akceptujący przyjaciel czy inna osoba, która przeszła taki proces.

I dopiero po uznaniu swojej krzywdy, możemy sobie uświadomić, że tak naprawdę nie warto podtrzymywać już wiecej emocji żalu i skrzywdzenia. Że wybaczenie to nie jest akt łaski w kierunku naszych "oprawców" tylko akt uwolnienia nas samych z niewoli emocji. Że wybaczamy dla siebie, a nie dla innych. Dla własnego szczęscia. Bo dojrzeliśmy do tego, żeby wziąść odpowiedzialność za siebie i swoje życie

Na tym etapie nasz problem może zostać rozwiązany. A przy okazji jeszcze kilka innych.

Ale co jeśli nie? Jeżeli nadal jest?

Ja po kilku latach rozwoju i pracy nad soba nadal czułam, że nie uwolniłam się od całego poczucia winy. Pomimo kilku podejść do tego tematu. Wprawdzie było ono o wiele mniejsze, ale nadal było i nie mogłam ruszyć z miejsca w dziedzinach na jakich mi zależało.

Przestałam winić innych, ale czułam, że jest coś we mnie co jeszcze podtrzymuje tą emocję.

3.

Kolejną przyczyną podtrzymywania pewnych emocji lub problemów w naszym życiu może być PRZYZWYCZAJENIE podświadomości do nich.

A także UKRYTA KORZYŚĆ jaką ma podświadomość z tego stanu.

Ta korzyść często jest głęboko ukryta, gdyż wynika ona z takich INTENCJI, które chętni byśmy ukryli przed światem. Ale ona jest.

Jeżeli nie widzimy tej korzyści to warto w tym momencie zostawić na chwile temat i zająć się samooceną. Pokochaniem i akceptacją siebie. Przy czym ważne jest, żeby pokochać i zaakceptować siebie dokładnie takimi jakimi jesteśmy teraz, a nie takimi jakimi chcemy być. Zaakceptować wszelkie swoje wady i niedoskonałości. Pokochać siebie z całym dobrodziejstwem inwentarza. Zostawić na chwilę innych i świat. Świat bez nas da sobie radę. Zająć sie sobą i pokochaniem siebie.

I dopiero potem wrócić do głównego problemu.

Mnie sporo czasu zajęło, zanim dostrzegłam i poczułam jak bardzo jestem przywwyczajona do swojego poczucia winy.

Jak cudownie swojskie jest dla mnie poczucie winy. Jak dalekie i bez treści jest dla mnie słowo niewinność. Że jest tylko chwilowym brakiem winy.

Jak bardzo moja podświadomość jest przywiązana i zafascynowana atmosferą mszy katolickiej i wibrujących słów: "Moja wina, moje wina, moja bardzo wielka wina".

Od bardzo wielu lat nie chodze do kościoła i wydawało mi się, że to nie jest mój problem. Jednak podświadomość pamięta. W pamięci ciała nadal rozbrzmiewały słowa, których ja świadomie już nie pamiętałam.

Ale nawet to wspomnienie nie miałoby na mnie aż tak wielkiego wpływu, gdyby nie korzyści z podtrzymywania poczucia winy. Sporo wody musiało upłynąć, zanim byłam w stanie uświadomić sobie, że gdzieś tam głęboko wierzę, że odczuwanie poczucia winy czyni mnie lepszą od tych co go mniej odczuwją. Ot i runął kolejny filar mostu, którym kiedyś sztucznie podnosiłam swoje mierne poczucie wartości.

Warto być szczerym ze sobą, ale gdy mamy niską samoocenę możemy wykorzystywać taką szczerość do samobiczowania siebie. Dlatego zanim zaczniemy uświadamiać sobie najgorsze i najbardziej niskie swoje intencje warto podnieść poczucie własnej wartości i uświadomić sobie, że każdy człowiek jest wartościowy i cenny niezależenie od intencji i cech jakie przejawia. Jest wartościowy i cenny z samego faktu istnienia na tym świecie.

Dopiero uświadomienie sobie głębokich i czasem trudnych do zaakceptowania przez nas INTENCJI na których opieraja się głęboko zakorzenione wzorce prowadzi do uwolnienia sie od tych wzorców.

80 wyświetlenia