Co zrobić z brudną wanną?


Najważniejszą relacją w życiu człowieka jest relacja z sobą samym. Niektórzy mogą powiedzieć, że z Bogiem, Siłą, Wszechświatem, ale moim zdaniem to jedno i to samo.

A największy wpływ na kształtowanie relacji człowieka z samym sobą mają rodzice lub opiekunowie. I nie chce być inaczej. I dopóki świadomie tego nie zmienimy to traktujemy siebie dokładnie tak jak traktowali nas rodzice w dzieciństwie. Wchodzimy w relacje i przyjmujemy role, które zostały nam przypisane w dzieciństwie. Oczywiście w zdrowych rodzinach nie ma sztywno przypisanych ról

Życie które tworzymy , atmosfera która kreujemy często bardzo przypomina atmosferę, w której wzrastaliśmy. Często jest to dla nas tak oczywiste, że trudno nam to dostrzec. Nawet nie przypuszczamy, że mogło by być inaczej i dlatego nie potrafimy sobie tego wyobrazić.

Więc jeżeli chcemy radykalnie zmienić swoje życie koniecznym jest dotarcie do tej atmosfery, tamtych emocji i zdarzeń i odebranie im energii. A właściwie to nie zasilanie tego swoją energią życiową. Bo nie chodzi tu o to, by żyć przeszłością, ale o to by świadomie, tu i teraz dotrzeć do czegoś co w bardzo dużym stopniu ukształtowało nas w tym życiu. I zmienić to.

Wbrew pozorom wymaga to sporej odwagi, bo często nie chcemy widzieć rzeczy takimi jakimi były. Wolimy do tego nie wracać, udawać, że było fajnie. Boimy się, że próbując dotrzeć do prawdy o nas samych, próbując odkryć naszą osobistą historię zranimy naszych rodziców, którzy być może już są starzy. Lub nie żyją, a nam dzwoni w uszach nakaz, że o zmarłych mówi się dobrze, albo wcale. Wolimy ranić siebie.

Ale tak naprawdę nikogo nie chronimy tylko uczestniczymy w zbiorowym oszustwie. Że wszystko jest w porządku. Rodzice wierzą, że byli świetnymi rodzicami, a my wierzymy, że nasze dzieciństwo nie było takie złe. Tylko nie wiedzieć dlaczego w życiu nam nie wychodzi to co byśmy chcieli. Myślimy, ze widocznie cos z nami nie tak.

Ale w głębi duszy i rodzice i dzieci czują, że cos tu jest nie tak. Ale kto tam by słuchał głosu duszy…

A teraz od drugiej strony. Strony rodzica. Ja jako matka nie chciałabym by moje dziecko dla mojego świętego spokoju coś przede mną ukrywało, udawało. Dla mojego dobra niby.

Mając świadomość swoich błędów mogę je skorygować. Mogę za nie przeprosić. Wszyscy popełniamy błędy, ale tylko błędy, które mamy odwagę dostrzec i uświadomić sobie mogą nas czegoś nauczyć.

Kiedyś, kiedy jeszcze przedkładałam cudze rady nad swoja intuicję usłyszałam, że trzeba wybaczyć i docenić to co się ma. I posłuchałam się tego. Wybaczałam nie rozdrapując ran, doceniałam to co było dobre zamykając oczy na to co było okropne. Niestety z miernym skutkiem.

Chociaż wydawało mi się, że wszystko jest ok. Że czuje się dobrze, że nie czuję negatywnych emocji, jestem zadowolona i silna. Tylko ciało mówiło co innego. Bo to ono niosło ciężar stłumionych emocji i wypartych wydarzeń.

I dopiero, gdy nabrałam odwagi by zobaczyć jak było naprawdę. Stanąć po swojej stronie zamiast chronić tych co mieli chronić mnie zaczęło się coś zmieniać.

Bo, żeby wybaczyć trzeba najpierw jasno i wyraźnie zobaczyć co jest lub było błędne i krzywdzące. Nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami czy chowając głowe w piasek. Trzeba dotrzeć do sedna.

To tak jak z bardzo brudna wanną.

Możemy się cieszyć z tego, że mamy jakąkolwiek wannę próbując nie dostrzegać tego że jest ona brudna.

Możemy też wybaczyć osobie, która ją zabrudziła. I myć się w brudnej wannie.

Ale możemy też zakasać rękawy, trochę się zabrudzić, ale wannę porządnie wyszorować. Ustalić kto lub co ja zabrudziło. I w razie potrzeby poinformować innych użytkowników o tym, że każdy po sobie sprząta.

Docenianie i akceptacja innych jest bardzo ważne. Nie sposób tego przecenić. Ale tylko pod warunkiem, że nie przesłania nam oczu na rzeczywistość.

I pod warunkiem, że akceptujemy i doceniamy siebie i mamy świadomość, że naturalnym stanem każdego człowieka ( naszym też ! )jest radość, miłość, obfitość i spełnienie. I warto zrobić krok w tym kierunku. Nawet najmniejszy.

29 wyświetlenia