Zatrzymaj się by ruszyć do przodu!


Często żyjemy w biegu. Za czymś gonimy. Jesteśmy popędzani.

U mnie w rodzinie najwięcej wart był ten, który najwięcej pędził. I nieważne czy to było efektywne, i nie ważne czy to miało sens. Byle coś robić

Nie myśl za dużo. Działaj! I nie czuj w ogóle.

Jak się nie goniło za swoimi sprawami to się było nierobem, leniem, który leży zamiast pomóc innym, tym ważnym, którzy maja co robić.

Najważniejszy cel – mieć co robić. Nawet tak się mówiło: najważniejsze, żeby była praca.

Nie zysk, nie pieniądze, tylko praca.

I z tym wszystkim weszłam z rozwój. Ciągle się popędzałam. Pisałam afirmacje. Całe mnóstwo afirmacji. Byle więcej, byle szybciej, byle już osiągnąć cel jaki sobie ustaliłam.

Wszystko co robiłam było robione z wewnętrznym napięciem. Robiłam jedno, a myślami byłam już przy następnym. I przebierałam nóżkami.

Im bardziej czegoś pragnęłam tym szybciej przebierałam, tym więcej wysiłku wkładałam w to by to zdobyć. A i tak czułam, że stoję w miejscu. No może trochę się przemieszczałam.

O krok,

o pół kroku,

o paluszek.

Poza tym, stare układy, stare energie, stare stare schematy.

Bo w biegu niewiele można zobaczyć, niewiele poczuć. Jest tylko czucie pędu. Przyjemnego transu.

Prędkość wprowadza w trans. Trans daje nieprzytomność, a nieprzytomność powoduje, że wpadamy w stare koleiny. I nic się nie zmienia.

Biegniemy by zdobyć pieniądze, szczęście, szacunek, uznanie, kobietę, mężczyznę i co tam jeszcze kto sobie wymyśli.

Określamy cele i presjujemy się, żeby je osiągnąć. Wydaje nam się, że jak osiągniemy te cele to wtedy już na pewno będziemy szczęśliwi. Jak w reklamie.

A jak je osiągamy to często jesteśmy już w pędzie po kolejne cele i nie ma czasu się tym cieszyć. Nie ma czasu się za to docenić. Tylko pęd.

Biec przed siebie to nie znaczy pójść do przodu.

Bardzo często uciekamy. Przed niewygodnymi emocjami, przed bólem. Uciekać przed czymś to też nie znaczy pójść do przodu.

Gdy idziemy do przodu w zgodzie ze sobą to przede wszystkim sprawia nam to przyjemność. Zmienia się jakość. Jakość życia, jakość relacji z ludźmi. Możemy nie tylko zdobywać, ale i korzystać, smakować. Z poczuciem szczęścia i przyjemności.

Ale tego nie da się zrobić w biegu.

Trzeba się zatrzymać, by ruszyć do przodu.

Wtedy można zobaczyć co nas blokuje.

Usłyszeć siebie

Zobaczyć siebie.

Swoją wyjątkowość, swoją wielkość.

Poczuć swoją moc.

Zwykle patrzymy głównie na innych, w głowach mamy wiele głosów: matki, ojca, dziadków. Pragnień – często nie swoich.

One mówią: musisz to czy tamto, to ci wolno, a to nie, do tego się nadajesz a do tego nie, albo, że w ogóle się do niczego nie nadajesz.

Zagłuszają nas i nasz własny głos wewnętrzny. Uznajemy je za własne. I żeby je od nas oddzielić potrzebujemy uważności, przestrzeni i akceptacji.

I tym się właśnie zajmuję. Stwarzam przestrzeń, w której słychać i widać to co na co dzień niewidoczne. Co sprawia, ze kręcimy się w kółko.

Nie popędzam. Nie motywuję. Nie zagrzewam do walki.

Powoli, starannie, bez pospiechu,

Tworzę przestrzeń, w której możemy pracować nad tym co dla Ciebie ważne, nad tym co Cię blokuje, co cię boli,

co Ci w duszy gra,

Twoimi celami,

i żebyś mógł, mogła małym nakładem osiągać duże sukcesy,

idąc w takim tempie jakie ci odpowiada i sprawia przyjemność.

Do tego używam metody zwanej Dekodyką.

Lubię działać starannie, bez pośpiechu, z miłością i przyjemnością idąc przez życie spokojnym, pewnym krokiem krokiem.

Wtedy mam najlepsze efekty.

A Ty?

Chcesz się dowiedzieć jaki jest Twój sposób działania? Każdy ma własny.

123 wyświetlenia