Kierunek -> ŁATWOŚĆ


I przyszedł dzień, kiedy postanowiłam otworzyć się na ŁATWOŚĆ.

Z właściwą sobie starannością, solidnością, pracowitością zaczęłam afirmować łatwość, medytować nad łatwością i presjować siebie, że ja już natychmiast muszę tę łatwość mieć. Postanowiłam, ze nie spocznę nim się na te łatwość otworzę!

Przez pierwsze dwa dni było mi tak słabo, że nie miałam siły na robienie czegokolwiek. Wobec czego zaczęłam się zmuszać. Na trzeci dzień od tego zmuszania rozbolała mnie głowa. Czułam coraz większa złość na siebie i bezsilność, że tak prostej rzeczy jak łatwość nie jestem w stanie zrealizować. Na czwarty dzień nie dość, że bolała mnie głowa to jeszcze było mi niedobrze i zbierało mi się na płacz.. Miałam wrażenie, że wróciły wszystkie lęki, poczucia winy i wszystkie „muszę” z którymi wydawało mi się, że już się na dobre pożegnałam. Dodatkowo rozbolał mnie brzuch i powoli zaczynało mi być wszystko jedno co będzie byle tylko poczuć się lepiej.

Nie wiedziałam co mam robić. Czy nadal afirmować, medytować, czy sobie odpuścić. Tego dnia uświadomiłam sobie jak silne presje mam zwyczaj na siebie wywierać i jak silny opór podświadomości to wywołuje. Im bardziej mi na czymś zależy, tym silniejsza idzie presja i tym bardziej mój cel się ode mnie oddala, tym bardziej podświadomość się broni.

Uświadomiłam sobie też jak bardzo doceniam wszelkie trudy, mozoły, wyrzeczenia i pokonywanie przeszkód. Jak bardzo cenię siebie i innych za wysiłek jaki wkładam w to co robię, za cały mój trud zainwestowany w to, żeby być tu gdzie jestem.

I jeżeli teraz zacznę doceniać łatwość to co!?

Moje całe sztucznie budowane poczucie wartości runie? Bo może się okazać, że zamiast być dumna z siebie powinnam się uchachac z mojej głupoty!? Że to moje przedzieranie było po prostu żałosne? Że to wszystko można łatwo i lekko i ot tak sobie? Nigdy! Trzeba być silnym i nie poddawać się, bo życie nas nie rozpieszcza!

Ale przecież świadomie już wiem, że sami kreujemy swoje życie, że sami sobie te przeszkody przyciągamy! Że sami sobie przyciągamy i prowokujemy wrogów? Sami sobie odpychamy i odrzucamy to czego najbardziej pragniemy?! Widzę to i doświadczam tego na co dzień.

Więc dlaczego walka, trud i duma z bycia silnym i nieugiętym ma być ważniejsza od łatwego życia, łatwych sukcesów. A może to jest główny powód odwlekania wszystkiego w czasie? Żeby nie było łatwo. Żeby podtrzymywać swoja krzywdę?

Tego dnia podświadomość pokazała mi jeszcze jeden wzorzec odnośnie łatwości. Pokazała co według niej łatwo. Otóż łatwo stracić. I nieważne to, że świadomie wiem, że to tak się nie dzieje. W pamięci ciała jak nic funkcjonuje wzorzec, że łatwo stracić, a trudno zyskać. - A co łatwo stracić? (pytanie do podświadomości) - Wszystko.

Jak sobie uświadomiłam w co wierzy moja podświadomość, że łatwo, to aż mi się włos na głowie zjeżył. I wcale się nie dziwię, że otwierając się na łatwość byłam prawie nieprzytomna prawie 3 dni. Dobra poczciwa podświadomość broniła mnie jak umiała przed stratą.

Bo nieważne to co jest dla nas racjonalne. Ważne jest to w co wierzy podświadomość i co jest zapisane w pamięci ciała.

Teoretycznie mogłam to jakość próbować odwrócić afirmacją. Tylko jaką? Łatwość jest bezpieczna? Z łatwością mogę tylko zyskać?

Uznałam jednak, że szybciej to zrobię używając Dekodyki. Zapytałam więc podświadomości ile % mojej obecnej energii życiowej idzie w wierzenie, że łatwo to można wszystko stracić? Wyszło że 98 %. To niebezpiecznie dużo.

Więc zapytałam co w pamięci ciała powoduje, że zasilam tę blokadę?

I wychodziły wszelkie obrazy wojen, kryzysów, spalonych wsi, okrucieństwa. Zakodowane poprzez pamięć rodową, przeniesione poprzez emocje przodków, poprzez własną pamięć karmiczną, ale także odnowione poprzez wszelkie filmy wojenne i dramatyczne obejrzane w dzieciństwie, książki, wiersze, pieśni patriotyczne.

Wszelkie zakodowane mądrości rodzinne typu „całe życie człowiek ciężko pracuje, a stracić może w jednej chwili”, „bo życie takie kruche”. Przekonanie, że „błędów się nie naprawia, za błędy się płaci” - zakodowane w postaci sali sądowej.

Jak już się pozbyłam tych elementów grozy związanych z łatwością to podświadomość uświadomiła mnie, że łatwość jest dla niej zwyczajnie nudna. No bo trudniej to zawsze ciekawiej. Bo łatwość kojarzyła jej się z nic nie robieniem, leżeniem na tapczanie, siedzeniem przed telewizorem, porzuceniem wszelkich ambitniejszych planów.

Na szczęście zaraz przyszła inspiracja, że to zupełnie nie o to chodzi. Że można łatwo realizować nawet bardzo ambitne plany. Chodzi o to by małym wysiłkiem osiągać duże efekty. Gdy przestajemy kreować sobie przeszkody droga się prostuje i możemy zmierzać prosto do celu. I na takiej łatwości mi zależy!

Zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku:

https://www.facebook.com/redkowiak.agnieszka