Kierunek -> NIEWINNOŚĆ


Nie chciałam pracować nad niewinnością. Wydawało mi się, że kwestia poczucia winy już mnie nie dotyczy. Otwierałam się na spełnienie. Ale to wybuchło mi prosto w twarz.

Podświadomość wypowiedziała się jasno i wyraźnie. Jesteś winna! Jesteś winna z natury!

Nawet nie żeby o coś. Że niby coś zrobiłam. Że czegoś zaniedbałam. Po prostu z natury.

Są tematy do których podchodzę w dużym entuzjazmem. A tutaj dwa dni nie mogłam się zebrać. Poczucie winy to chyba mój największy „demon”. Podświadomość aż się zwijała.

- A może tego nie ruszaj!

- A tak w ogóle to po co ci to?

- Rozbabrzesz to tylko i wtedy dopiero będzie jazda!

- Zajmij się czymś ważniejszym, praktyczniejszym!

- Albo chociaż zajmij się po cichu i nie opisuj.

- Udawaj, że to cię nie dotyczy.

- Wmów sobie, że jesteś niewinna i nie dociekaj.

- Nie patrz w tamtą stronę.

Czułam totalne pomieszania w głowie. Nawet nie byłam w stanie sobie odpowiedzieć na pytanie co by było, gdybym tego poczucia winy nie miała. Co to jest ta niewinność i po co mi to w ogóle.

To, że człowiek jest istotą podejrzaną otrzymujemy bardzo wcześnie. Jako grzech pierworodny. Teraz dużo osób świadomie to odrzuca. Ale w pamięci ciała wzorzec nadal funkcjonuje. Może być tak, że człowiek jest zdeklarowanym ateistą, a jego podświadomość nadal wierzy w grzech pierworodny.

Chyba każdy z naszej kultury wie o co chodzi. Adam, Ewa, drzewo poznania, wąż kusiciel, Ewa kusiciela, jabłko.....

I Bóg, który stwarza pokusę w samym centrum świata....

Podejrzliwy Bóg. Co ufa, ale sprawdza. To tak jakby położyć dziecku pod samym nosem pysznego cukierka i powiedzieć. Tego Ci nie wolno zjeść. Nawet o tym nie myśl. Masz inne cukierki, ale obok tego masz chodzić obojętnie. Nie interesuj się.

Każdy by się zainteresował.

Dobry, stary podejrzliwy Bóg... Który był miłością, że aż strach.

Co ciekawe, że człowiek już był podejrzany zanim popełnił grzech pierworodny. Jeszcze nic nie zrobił, a już był podejrzany. Czyli z natury.

Świadomość tego, że się jest podejrzanym zmienia zachowanie człowieka.

Jak się jest podejrzanym to nie można być swobodnym, trzeba się pilnować. Udowadniać swoją niewinność. Tę podejrzaność przenosi się z pokolenia na pokolenie. Jak wirus.

A gdyby tak założyć niewinność? Swoją i innych.

Nawet jeżeli popełniamy błędy, nie spełniamy oczekiwań innych, a inni nie spełniają naszych oczekiwań.

Co by to zmieniło?

Co by to było jakby wszyscy uznali się za niewinnych? Każdy by robił to co chciał, zero ograniczeń.

I znowu to przekonanie, że człowiek istota z gruntu zła i bez zakazów zaraz się doszczętnie upodli.

Czy jeżeli uznam siebie za istotę niewinną z natury i bez względu na to z zrobiłam, robię czy zrobię to moje zachowanie całkowicie się zmieni? Czy teraz polecę i napyskuję wszystkim, którzy mi nacisnęli na odcisk? Komu miałam napyskować to i tak napyskowalam, ale najczęściej i tak tego nie zrobiłam dlatego, że kombinowałam ile mogę przez to stracić.

Moja podświadomość nie chciała pracować nad niewinnością, więc postanowiłam podejść do tego od drugiej strony. Po prostu poczuć to całe poczucie winy, stać się maksymalnie podejrzaną. Całkowicie i do końca, ale obserwując ciało. Chociaż przez 10 minut.

Jak już sobie tak dowaliłam to odczułam ulgę.

Czemu?

Jest gdzieś w pamięci ciała automat do obwiniania, mechanizm mówiący, że jak się przyznam do złego to poczuję ulgę? To będzie mi odpuszczone? Znowu Kościół? Nie bywam tam od lat.

A może to coś bardziej ogólnego?

Czułam silny lęk na samą myśl, że miałabym być niewinna. Tak silny lęk, że aż mi się zrobiło niedobrze. Przyszła mi do głowy praca z Wewnętrznym Dzieckiem.

Plan był taki, że zapytam swoje Wewnętrzne Dziecko o co się obwinia i przekonam go, że jest niewinne. Żeby jeszcze było to mocniejsze wzięłam swoje stare zdjęcie, kiedy miałam kilka miesięcy. I siadłam przed nim.

I już nic nie musiałam mówić. Już wiedziałam, że tego nie powiem.

- Bo niewinnych rozszarpują.

- Bo niewinnych się pożera.

- Bo niewinny równa się bezbronny

- Bo niewinny równa się ofiara

Przerażające przekonania.

Jedynym sposobem na pozostanie niewinnym jest bycie ofiarą? Przerzucenie winy na kogoś innego? Ktoś musi być winny?

Winny oprawca i niewinna ofiara.

Czarne i białe.

Zapytałam podświadomości co jeszcze znaczy dla niej niewinny? I wyszło, że bierny, posłuszny, dziecinny, niewymagający, w szeregu. Frajer?

Zaczęłam afirmować, że niewinność jest bezpieczna. Przez pierwsze dwa dni wychodziły mi bardzo silne lęki, nieprzytomne lęki. Momentami żałowałam, że to w ogóle ruszyłam, ale na trzeci dzień się uspokoiło i uznałam, że jednak warto było.

Poczułam, że teraz dopiero mogę zacząć otwierać się na niewinność.

Bo fajnie czuć się niewinnym.

Bo poczucie winy zawęża świadomość, zaburza jasne widzenie.

Powoduje, że nieświadomie wymierzamy sobie karę sami lub używając do tego innych, prowokując ich by nas potępiali, by mieli pretensje.

Powoduje, że atakujemy (żeby zrzucić je na kogoś innego) lub chowamy się.

Wyolbrzymiamy nasze błędy i nie naprawiamy ich, gdyż większość naszej energii idzie na obwinianie siebie.

Poczucie niewinności daje jasne i przytomne widzenie sytuacji.

Daje elastyczność i nastawienie na szukanie rozwiązań w miejsce oskarżania innych lub siebie. Daje przestrzeń w której możemy znaleźć najlepsze rozwiązanie.

I z tym nastawieniem wyszłam z psem na spacer.

W czasie spaceru nadal otwierałam się na niewinność, a po powrocie okazało się, że ktoś zamknął drzwi wejściowe, ja nie wzięłam ani kluczy, ani telefonu... Córka jest w domu, ale na górze nie ma dzwonka... Okna jak się okazało też mamy całkiem szczelne i nie słychać moich krzyków. A na dworze zimno jak cholera.

Pierwsza moja myśl: Pieprzyć niewinność! Znowu sobie to zrobiłam! Nie cierpię zimna! Przecież obiecałam córce, że wrócę szybko!

I poczułam, że znowu zaraz się wkręcę.

Poczucie winy wobec córki. (Znowu ją zawiodłam!)

Oskarżanie siebie, że nie wzięłam nawet telefonu. (Mogłaś pomyśleć zamiast bezmyślnie leźć!)

Oskarżanie tego kto śmiał zamknąć drzwi. (nie wiem jeszcze co, ale na pewno wymyślę...)

Oskarżanie córki, że nie nasłuchuje moich krzyków. (Pewnie znowu ogląda tych youtuberów i nie przyjdzie jej do głowy wyjrzeć za okno!)

A gdyby nikt nie był winny to co bym zrobiła? Czy jest coś co sprawiło by mi w tej sytuacji przyjemność? Coś się znalazło.

Pobawiłam się chwilę z psem. A potem zamknęłam się w garażu, (uczucie gdy się leży na ławce w garażu w ubraniu zimowym i workiem ze starymi ubraniami zamiast poduszki - bezcenne) i uznałam, że skoro nikt mi nie przeszkadza i mam czas dla siebie to mogę dalej spokojnie rozwijać w sobie to poczucie niewinności. Przecież lubię to.

Jak skończyłam, pies zaczął szczekać, bo okazało się, że córka wyszła na ogród szukać mnie. Jednak wyjrzała za okno, zobaczyła leżącą na murku smycz i się domyśliła. Kochana!

Radość zamiast oskarżeń. Przyjemność zamiast poczucia winy. Energia zamiast wyczerpania oskarżeniami i pełnym złości oczekiwaniem.

Jednak warto!