Zacznij tam gdzie jesteś...


"Zacznij tam, gdzie jesteś..."

No właśnie. Każdy jest tam gdzie jest. Czasem bardzo pragniemy żeby było inaczej. Żeby być gdzieś indziej. Jedni wyrywają się do przyszłości, inni wspominają przeszłość, żałując że to co było już minęło.

Ale jesteś tam gdzie jesteś. Zawsze. Dlatego tak ważna jest świadomość tu i teraz i akceptacja tego co jest teraz.

Jak nie nauczysz się akceptować TERAZ i TU,

- przeniesiesz swoją nieakceptację na POTEM i TAM, tam gdzie chcesz być.

I kiedy upragnione TAM wreszcie będzie TU, Twoja nieakceptacja, jak wierny pies, pójdzie razem z Tobą.

Nieakceptacja to inaczej odrzucenie. Nieakceptacja tego co jest teraz w Twoim życiu to praktycznie odrzucenie wszystkiego, łącznie z samym sobą.

Nieakceptacja bardzo często wiąże się z uczuciem niechęci do tego czego nieakceptujemy.

A niechęć bardzo skutecznie przyciąga do naszego życia to do czego ją czujemy. Chociażby przez to, że koncentrujemy się na przedmiocie naszej niechęci. Świadomie lub nie.

Dla mnie kiedyś dużym problemem byli szalejący na drogach, śpieszący się i zajeżdżający mi drogę kierowcy. Czułam do nich wielka niechęć i szczerą złość. Czułam się przez nich pośpieszana. Psuli mi przyjemność jazdy.

Aż któregoś dnia widząc kolejny samochód jadący jak szalony po mieście pomyślałam sobie:

"Przecież nie znam tego człowieka. Nie wiem czemu on się śpieszy.

Może się ma chore dziecko i jedzie z nim do przychodni. Albo śpieszy się, bo ma sraczkę."

I od tej pory za każdym razem tak sobie myślałam szczerze współczując kierowcy, który wcześniej wzbudziłby we mnie niechęć.

Aż problem zniknął. Może dlatego, że ja już nie zauważam tych kierowców. Może szybciej jeżdżę...

Ale akceptuję to, że ktoś może jechać w innym tempie niż bym ja sobie tego życzyła. Może jechać szybciej. Może jechać wolniej. To, że jedzie wolniej, nie zawsze oznacza, że jest złym kierowcą. Może ma zły dzień. Może źle się czuje.

Zapytasz,

"To co?,

Mam zaakceptować wszystko, nawet to czego nie lubię !??

Mam się godzić na wszystko co do mnie przychodzi?

Przecież wtedy to już na pewno nic nie zmienię w życiu!

Czy nie stanę się wtedy ofiarą innych? Okoliczności zewnętrznych?

Mam pozwolić wszystkim wejść sobie na głowę?"

Nie. To nie jest dobry pomysł. Akceptację warto zacząć akceptacji nieakceptacji.

Czyli na początek zaakceptuj to, że nie akceptujesz.

Zauważ to i obserwuj. Bez oceniania czy to dobrze czy źle.

Zobacz jakie emocje za tym idą. Czy ona są dla Ciebie fajne? Atrakcyjne?

Czy dodają Ci energii czy wprost przeciwnie. Zabierają ją.

Zobacz co Ci to robi w życiu.

Najłatwiej zmienić to co sobie dobrze uświadomimy. Jasno zobaczymy.

Jak robię komuś sesję Dekodyki i widzę, że ktoś chce szybko i wszystko wyrzucić,

przyspiesza proces -

to już wiem, że chce się pozbyć czegoś, czego nie akceptuje, co odrzuca i na co nie chce patrzeć.

Ale to tak nie idzie. Trzeba zwolnić. Przyjrzeć się temu. Zobaczyć co za tym stoi. Co to trzyma. Zaakceptować.

A potem powiedzieć "pa pa!, goodbye!, sayonara!" i uwolnić się od tego.

".....użyj tego co masz i zrób co możesz."

Często wymagamy od siebie żebyśmy byli jak ten superman. Natychmiastowo skuteczni i niezniszczalni.

Jeżeli tak masz to zaakceptuj to.

I zobacz co Ci to robi w życiu.

Jaką cenę za to płacisz.

Zaakceptuj swoje możliwości. Uznaj, że są one wystarczające.

Choćby do tego, żeby zrobić jeden mały krok.

Uznaj, że to co robisz jest wystarczające. Zrobiłeś co mogłeś. I to wystarczy.

Dla mnie szokiem było kiedy rok temu dowiedziałam się, że można doceniać siebie po prostu za to, że coś się zrobiło. Niezależnie od efektu.

Za sam fakt zrobienia.

Za samą próbę.

Nie za efekt.

Nigdy bym sama na to nie wpadła. Zrobiłam wielkie oczy i wydukałam: Jak to tak? Przecież efekt się liczy. Jak nie ma efektu to "dupa"!

Teraz gratuluję sobie za każdym razem, gdy zrobię coś na czym mi zależy i co czuję, że jest ważne dla mnie.

Nawet gdy nie jest to świetne.

Czasem jest fajne.

Czasem jest "takie se pod każdym względem".

Czasem się wygłupię.

Jak się wygłupię to gratuluję sobie potrójnie. Za odwagę i za to, że mierzyłam wysoko.

Wiem, że następnym razem wyjdzie lepiej. A ja jestem o krok dalej.

Można ćwiczyć coś "na sucho", doskonalić się, wizualizować, ale dopóki się nie odważysz i nie zaczniesz tego robić, nie pokażesz tego innym nie wiesz na czym stoisz.

Może się okazać, że to co wydawało Ci się bajecznie łatwe jest znacznie trudniejsze niż Ci się wydawało. Więc jeżeli jest to coś na czym Ci zależy to trzeba wyciągnij wnioski i spróbuj jeszcze raz.

Czasem jest tak, że to co wydawało się nie do przejścia – rozwiązuje się ot tak sobie.

Ale dopiero poprzez działanie da się to zweryfikować.

Ale żeby zacząć działać trzeba uznać, że to czym dysponujemy jest wystarczające,

że to kim jesteśmy też jest wystarczające do zrobienia chociażby jednego małego kroku w kierunku tego na czym nam zależy.

Agnieszka Redkowiak

www.tworcyzycia.pl

ps. Dziękuję Ci za czas poświęcony na przeczytanie tego artykułu. Jeżeli to co napisałam stanowi dla Ciebie wartość lub znasz kogoś dla kogo byłoby wartościowe udostępnij post znajomym.

299 wyświetlenia