Wewnętrzne dziecko "w traumie"


Doświadczenie traumy w dzieciństwie powoduje to, że sami stajemy się obcy dla siebie.

Kiedy doświadczyłaś jej w dzieciństwie i próbujesz skontaktować się ze swoją wewnętrzną dziewczynką możesz nie czuć nic.

Możesz patrzeć na swoje zdjęcia, wyobrażać sobie siebie z dzieciństwa i nie czuć nic. Możesz patrzeć na siebie jak na obcą osobę. Może nawet być tak, że to co widzisz jest jakby za szybą. Albo obraz Ci się rozmywa, ulatuje...

Po prostu emocje, których doświadczyłaś były zbyt wielkie dla małego dziecka jakim wtedy byłaś. Musiałaś je stłumić i wyprzeć ze świadomości. Znieczulić się. Zamrozić. Przestać czuć.

To jest punk, z jakiego ja startowałam rozpoczynając pracę ze swoją wewnętrzną dziewczynką. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to jest trauma.

Nie miałam świadomości, jak głęboko jestem straumatyzowana i nie widziałam jak głęboko straumatyzowana jest cała moja rodzina. Czułam tylko, że coś jest mocno nie tak i było mi bardzo źle w życiu.

Nie czułam nic patrząc na swoja zdjęcia. Wszelkie próby otaczania siebie miłością, przesyłania sobie miłości, mówienia sobie – czyli małej Agnieszce jak bardzo ją kocham powodowały, że czułam się jeszcze gorzej, czułam, że robiąc to jeszcze bardziej oddalam się od siebie. I że to wogóle bez sensu.

Wkurzały mnie osoby, które proponowały mi te ćwiczenia. Czując na nie złość, czułam się winna. Myślałam sobie: przecież one chcą dobrze.

One lepiej wiedzą ode mnie, a ja się buntuję, więc muszę być zła.

Ale gdzieś w środku czułam, że nie tędy droga.

Intuicja mi mówiła, że mam pójść za tym co czuję. Spotykałam na swojej drodze coraz więcej takich osób jak ja, które rozpaczliwie przeciwstawiały się „autorytetom” mówiącym, że trzeba skupiać się na „pozytywnych uczuciach”.

Podskórnie czułam to, co teraz jest dla mnie jasne i oczywiste.

Kiedy jest w Tobie ból, lęk, złość, poczucie winy i całe mnóstwo tak zwanych negatywnych emocji, a Ty desperacko próbujesz utrzymywać uwagę na miłości, radości, bezpieczeństwie, to zwyczajnie gwałcisz siebie emocjonalnie, próbujesz zmanipulować swoja własną rzeczywistość.

Uczuć i emocji nie da się wymusić, wydusić czy zakłamać. Czujesz to co czujesz. I tyle.

No a co, jeżeli nie czujesz nic? To nie czujesz. To jest Twoja rzeczywistość.

To, że nie czujesz emocji, kiedy przypominasz sobie daną sytuację, nie znaczy, że nie odczuwasz ich. Odczuwasz je w różnych momentach życia – tylko nie łączysz z daną sytuacją.

Więc zwróć uwagę, kiedy w życiu odczuwasz strach, opór, zniechęcenie.

Kiedy poczucie winy.

Kiedy wpadasz w panikę.

A kiedy odczuwasz silny dyskomfort, poczucie oddalenia.

A gdyby ten strach, który czujesz w życiu był po prostu wiadomością dla Ciebie?

Potraktuj to, jako wiadomość od wewnętrznego dziecka. Jako list z prośbą o pomoc.

Nie uciekaj od tego i nie ignoruj. Odczytaj go.

A emocje czyta się poprzez czucie.

Kiedyś bardzo bałam się bać.

Bardzo bałam się poczucia winy.

Nie byłam w stanie wytrzymać wstydu.

Myślałam tylko o tym, żeby gdzieś się schować. Uciec gdziekolwiek. Bałam się, że jak to dopuszczę do siebie to „stanie się coś strasznego”.

Powoli nauczyłam się przyglądać swoim emocjom. Oswajać je, przyjmować, czuć. Powoli, to nie znaczy spokojnie i zawsze do przodu. Czasami był krok do przodu i dwa kroki do tyłu.

Najczęściej, krok w przód. Krok w tył. Dwa kroki do przodu.

Na początku było trudno. Panicznie. Rozpaczliwie. Zwłaszcza w odniesieniu do poczucia winy.

Coś w środku mówiło, że mam przestać uciekać. Że mam je poczuć.

Bałam, bo nie wiedziałam czy się nie mylę.

- A co jeśli przyjmując poczucie winy narobię sobie kłopotów?

- A co jeśli ono tak urośnie, że mnie przygniecie tak, że już nie wstanę!?

W tamtym czasie często myślałam sobie: - Co ty Agnieszka robisz!? Chyba zwariowałaś! Przecież wszyscy mówią, że od poczucia winy trzeba się uwalniać, a Ty co !? Otwierasz się na nie?! Kłopotów szukasz?

Zaryzykowałam.

Przyszłość pokazała, że miałam rację. Teraz jestem wdzięczna, że zaufałam sobie.

Teraz wiem, że nie da się uwolnić od czegoś z czym się nie ma kontaktu. Nie da się przepracować czegoś, przed czym uciekamy.

Dlatego przy traumach ( i chyba nie tylko) kierunek jest taki:

Zauważenie.

Oswojenie.

Przyjęcie.

Potem uwolnienie.

Jeżeli przyjęcie emocji jest całkowite, to uwolnienie następuje niejako z automatu. Emocja przechodzi przez ciało i odchodzi. Tak jak to się dzieje w normalnych sytuacjach. To lęk i nie akceptacja powodują trzymanie.

Jak odchodzą stare, stłumione emocje – pojawia się przestrzeń. I dopiero wtedy jest miejsce na miłość.

Albo inaczej. Wtedy widzimy, że ona tam jest. Zawsze była.

Kiedy masz w sobie gejzer ze starymi, zatrzymanymi emocjami i jeszcze na to próbujesz upchnąć parę tzw pozytywnych emocji, bo wydaje Ci się, że są dobre dla Ciebie – to wtedy dopiero robi się bajzel.

Żeby coś przyjąć musisz mieć na to przestrzeń. Więc powtórzę.

Najpierw „symbolicznie przyjmujesz” to co już w sobie masz. Wyrażasz na to zgodę.

Pełne przyjęcie rozluźnia i pozwala odejść trudnym emocjom. Czasem sporo czasu mija zanim pozwolisz sobie na pełne przyjęcie. Najczęściej jednak zanim to nastąpi odbywa się wewnętrzna walka. Wewnętrzna walka między świadomą potrzebą uzdrowienia, a lękiem przed ponownym zranieniem.

Kiedy doświadczyłaś traum - praca z wewnętrznym dzieckiem, to w dużej mierze umiejętność bycia w trudnych emocjach. Pozwolenie na wszystko, co odbywa się w Tobie. Nawet jeżeli jest tam opór i walka.

Nagrodą jest powrót do siebie. Krok po kroku. Odzyskiwanie siebie kawałek po kawałku.

Kiedy wreszcie odpuszczasz walkę ze sobą, najczęściej od razu pojawia się płacz, szloch. Ciało zaczyna się trząść. W skrajnych przypadkach może pojawić się odruch wymiotny (bez wyrzucanie treści z żołądka oczywiście :-) ). Najlepiej zaufaj ciału.

Kiedy ciało uwolni się od starych emocji, w tym miejscu pojawia się przestrzeń. To upragnione uczucie spokoju, jasność umysłu i poczucie miłości i zrozumienia.

Tego wszystkiego nie da się zaczerpnąć z zewnątrz. Nie da się tego wyuczyć. To jest już w Tobie niezależnie od tego jak wielką ilością trudnych emocji przykryte.

Tego też nie da się zniszczyć. Nawet najgorszym dzieciństwem. Więc niezależnie od tego jak bardzo odeszłaś od siebie, zawsze możesz wrócić. Krok po kroku. Odzyskać siebie kawałek po kawałku.

I niezależnie od tego co Ci się przytrafiło, skoro to czytasz to przeżyłaś, przetrwałaś przy zdrowych zmysłach.

A to oznacza, że masz z sobie potencjał do uzdrowienie siebie. Jakąś część, która zawsze będzie dążyła do uzdrowienia. Do odzyskania siebie dla siebie.

Trzymam kciuki!

223 wyświetlenia