TAK dla siebie.

Kiedyś usłyszałam, może przeczytałam, że "nie" dla innych, to "tak" powiedziane sobie. Wtedy to było mnie wielkie odkrycie. Z czasem uświadomiłam sobie, że to nie zawsze działa z automatu.

👉Nie wystarczy powiedzieć NIE - innym. 👉Trzeba jeszcze powiedzieć TAK - sobie. ❤️

I w tym tkwi sedno pracy z wewnętrznym dzieckiem. Na mówieniu SOBIE tak.

Długo ćwiczyłam swoje "nie". Długo, nie znaczy wcale często :-). Po prostu etap na "nie" był u mnie długi. Tyle widocznie potrzebowałam czasu. Bo moje wewnętrzne granice były w dzieciństwie notorycznie przekraczane. W tę i z powrotem.

Aż przestałam je zauważać.

Dlatego potrzebowałam bardzo dużo czasu aby usłyszeć swoje wewnętrzne NIE, odwagi (a może desperacji?) by je zacząć wypowiadać.

Pamiętam kilka takich sytuacji, kiedy wyraziłam swój sprzeciw wobec czyjeś nie akceptacji, czyjegoś zachowania, jednak nadal pozostawałam w energii złości i oczekiwania na kolejną taką sytuację. Na kolejny dowód, że nie jestem akceptowana taka jaka jestem. Że nie szanuje się ani mnie, ani moich granic.

Zostawałam też w poczuciu winy i niepewności czy dobrze się zachowałam?

Z czasem ludzie przestali tak nagminnie przekraczać moje granice, pouczać mnie, udzielać nieproszonych rad, traktować jak dziecko, ale ja nadal żyłam w lęku. Że muszę być czujna.

👉 Powiedziałam innym NIE i oni to "usłyszeli". Wszechświat to usłyszał.

👉 Ale nie powiedziałam TAK dla tego, czego pragnęłam. 👉 Nie powiedziałam TAK sobie, bo nie widziałam dużej części siebie. Tej części siebie, której nie akceptowałam, której się wstydziłam, którą pogardzałam.

Bycie w pogardzie dla siebie boli. Dlatego tak bardzo nie chcemy widzieć siebie z tymi cechami, którymi pogardzamy. Wolimy od siebie uciekać.

Tworzyć jakieś lepsze wizje siebie i za nimi gonić.

Ja przez lata wstydziłam się tego, że jestem introwertyczką.

Że lubię ciszę i spokój. Analizowanie, obserwowanie, zgłębianie tego jak działa umysł.

Niespieszne tempo i swój wewnętrzny świat.

Wydawało mi się, że jestem gorsza. Bo nie jestem gwiazdą. Bo nie mam energii torpedy.

Był taki czas, że próbowałam. Starałam się być mocno aktywna, jednocześnie czując złość i na siebie i na takie osoby. Na to, że wyznaczają mi standardy życia. I zazdrość. Że mają to czego ja nie mam.

Nie widziałam zupełnie, że to co mnie wspiera i prowadzi do przodu - to właśnie mój introwertyzm. To dzięki niemu w sposób naturalny mogłam się zagłębiać siebie, swoje emocje, swoje przekonania. To dzięki niemu odnajdywałam siebie i przyjmowałam - kawałek po kawałku. Nadal to robię.

To dzięki niemu, teraz mogę wspierać inne osoby w procesie odnajdywanie siebie, mówienia SOBIE tak. W spokojnej, bezpiecznej przestrzeni.

Jak na ironię, to czym tak mocno kiedyś pogardzałam jest moją największą mocą.

I jak na ironię im bardziej akceptuję te swoje cechy tym łatwiej mi działać i wychodzić do świata.

Bo czuję, że jest w nim miejsce dla mnie takiej jaką jestem.

A Ty? 👉 Czego w sobie nie lubisz? 👉 Jaką cechą pogardzasz? 👉 Czego się wstydzisz? 👉 Jakiej części siebie mówisz NIE?

Bo może tak jak ja, odrzucasz swój największy talent?

93 wyświetlenia