Trauma pokoleniowa. Jak działa i jak ją uzdrawiać?


My, Polacy jesteśmy społeczeństwem głęboko straumatyzowanym. Mamy za sobą trudną historię, wiele lat niewoli, nieudanych zrywów ku wolności, konfiskaty majątków, zsyłki na Sybir, ograniczenie wolności, śmierć wielu Polaków.

Mamy za sobą wiele lat rusyfikacji i germanizacji. Głębokiej pogardy dla nas jako ludzi, jako narodu.

Mamy za sobą doświadczenia II wojny światowej. Zawiedzione nadzieje, że inne narody nam pomogą. Obozy pracy, koncentracyjne: Oświęcim, Treblinka, Sobibór, Majdanek w Lublinie. W obozach koncentracyjnych wiele osób było o krok od szaleństwa. To całkiem niedawna historia.

Przemoc, zniewolenie, pogarda, okrucieństwo.

To nie umarło wraz ze śmiercią osób, które tego doświadczyły. Traumy pozostały. Przeniosły się na następne pokolenia.

Nie było wiedzy psychologicznej, nie było pomocy psychologicznej po zakończeniu wojny. Po wyjściu z obozu, po utracie bliskich.

W ciałach osób, które przeżyły pozostał lęk, szok, przerażenie, upodlenie, stłumiona nienawiść, uświadomiona lub nie chęć odwetu za cały ten ogrom bólu, zła.

Pozostało odrętwienie psychiczne.

Pozostało poczucie, że jesteśmy gorsi.

Następne pokolenia, urodzone w pokoju, często miały w domu wojnę. Te same emocje.

Emocje, które nieśli ich rodzice nie mając z nimi kontaktu.

Przerażenie, lęk, nienawiść, poczucie bycia kimś gorszym. Pogarda dla siebie.

Dzieci urodzone po wojnie, były tym bombardowane od poczęcia.

Stabilna matka, taka która ma dostęp do siebie, daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. A tutaj tego bezpieczeństwa nie było. Była atmosfera zagrożenia. Zamknięcie w sobie. Nieprzewidywalne zachowania rodziców.

Straumatyzowana matka traumatyzuje dziecko. Od poczęcia.

Nie da się ochronić dziecka przed własna traumą dobrymi intencjami czy siłą woli.

Ciało osoby, która doświadczyła traumy – produkuje zwiększone ilości adrenaliny i kortyzolu, nawet jeżeli ich nie potrzebuje.

Ciało takiej osoby nie funkcjonuje w zgodzie z naturalnym rytmem - występuje brak równowagi związków chemicznych – co powoduje, że zachowania takiej osoby są nieprzewidywalne, często nadmiernie agresywne, nadmiernie lękowe, niewspółmiernie do sytuacji.

W czasie ciąży organizm matki jest połączony z organizmem dziecka. Adrenalina, nonadrenalina, kortyzol, które wytwarza organizm matki wpływa na dziecko.

Zaraz po urodzeniu dziecko też jest w stanie symbiozy z matką - czuje to, co matka.

Poza tym, hormony stresu przenikają do mleka karmiącej matki.

Ciało dziecka przyzwyczaja się do stresu, traci swój naturalny rytm. Przyzwyczaja się do pobudzenia. Przyzwyczaja się do funkcjonowania w stanie zagrożenia.

Kiedy straumatyzowany rodzic bombarduje dziecko swoimi, często nieuświadomionymi emocjami. Dziecko musi je przyjąć.

Przyjmuje i od razu odcina od siebie.

Bo to dla niego jest zbyt trudne.Odcięta część pozostaje dziecięca, z dziecięcym szokiem, przerażeniem, ogromnym napięciem.

Powstaje wewnętrzne dziecko, które mieści w sobie nieprzepracowane emocje rodzica.

Im mniejszą świadomość własnych traum ma rodzic tym siła rażenia dla dziecka jest większa.

Jak uzdrawiać traumy pokoleniowe?

Na pewno nie na początku pracy z wewnętrznym dzieckiem. Bo jeżeli zaczniesz od tego, wejdziesz w stare schematy "ratowania rodziców" przez Twoje wewnętrzne dziecko.

Twoje wewnętrzne dziecko będzie wspierać i ratować ich wewnętrzne dziecko.

A ono nie może ich uratować. Ty też nie.

Znowu zmusisz je do czegoś co jest ponad jego siły. Utoniesz w nie swoich emocjach.

Bo „emocje przejęte” tworzą makabryczny chaos i pomieszanie.

Traumy pokoleniowe można uzdrawiać tylko z pozycji dorosłego.

Trzeba mieć już spore wyczucie tego – co moje, co nie moje, do dorosłe, a co dziecięce.

W więc na początek najlepiej jest „zostawić”rodziców. To znaczy nie żałować ich, nie współczuć. Nie stawiać się w ich sytuacji, nie „wybaczać”

Pozwolić sobie na pełny żal. Zająć się sobą i swoim bólem. Zająć się swoją złością.

Rodziców traktować jak dorosłych i zdolnych do wzięcia odpowiedzialności za siebie. Odciążyć wewnętrzne dziecko z odpowiedzialności za nich.

Zbudować nieco swoją siłę i moc wewnętrzną. Wewnętrzną stabilność.

Tu bardzo ważne jest odzyskanie nieco kontaktu z ciałem.

Osoby, które mają z tym trudności często pracę z ciałem rozumieją jako:

- jak mam zły nastrój to idę pobiegać, upocę się, zmęczę i wtedy poczuję się lepiej.

Oczywiście - podczas wysiłku organizm wydziela endorfiny, które poprawiają nastrój. Ale to nie uzdrawia traumy. I nie odnawia kontaktu z ciałem. A ciało trzeba zauważyć. Nie tylko w lustrze. Poczuć od środka. Poczuć emocje w ciele. Poczuć odrętwienie. Poczuć dyskomfort.

Więcej pisałam o tym w artykule: Wewnętrzne dziecko "w traumie".

I dopiero po takiej pracy jest czas na pracę pokoleniową.

Wtedy dopiero można je "unieść". Wtedy jest czas na spojrzenie z drugiej strony. Na szersze spojrzenie, ale bez ratowania i brania odpowiedzialności.

Czas na przejście przez „nie swoje emocje”, przyjęcie ich i uwolnienie od "dziecięcego" przywiązania do nich.

Zobaczenie dziecka w jego dramacie oczekiwania, że jak uzdrowi relacje to okaże się, że pod spodem jest miłość i troska o nie.