Praktykować wdzięczność? Czy utulić żal co chwyta za serce...?


Nie lubię "praktyki wdzięczności".

Ale żeby nie było...

Wdzięczność jest cudownym uczuciem. Lubię je czuć. Wspaniale kiedy się pojawia.

Wspaniale jest doceniać to, co dostajemy od życia i innych.

Ale ciągłe skupianie się na wdzięczności to jak patrzenie tylko w jedną stronę.

To jak zamykanie oczu na to, co nie pasuje.

To wywieranie presji na sobie, że trzeba się czuć "jakoś". Widzieć "coś"

"Mam to ! Mam tamto. A przecież inni nie mają"

No i co z tego?

Dla mnie osobiście zawsze ważniejsza jest autentyczność. To co czuję, a nie to co powinnam czuć.

W życiu doświadczamy różnych uczuć i stanów emocjonalnych.

Każde z nich jest jakąś informacją. Żadne nie pojawia się ot tak sobie.

Jeżeli jakaś emocja dominuje - to też jest jakaś informacja. Warto ją rozszyfrować zamiast kombinować jak ją zagłuszyć inna emocją czy uczuciem.

Kiedy czujesz żal, kiedy w środku boli – skupianie się na byciu wdzięcznym czy radosnym to tylko ucieczka.

To znieczulenie. To dorzucanie kolejnej emocji do tego co już jest. Robienie sobie pomieszania.

Wdzięczność jest uczuciem otwierającym. Żal zamykającym. A zmuszanie się do otwarcia, kiedy czujesz potrzebę zamknięcia to gwałt na samym sobie.

Wiadomo – fajniej jest się spotkać z wdzięcznością niż z własnym bólem. Czy z własnym żalem.

Ale on i tak wyjdzie.

Jeżeli masz w środku żal, a boisz się z nim spotkać - on sam przyjdzie do Ciebie.

Na przykład w postaci natrętnych, rozżalonych czy narzekających ludzi.

Często słyszę, że bycie w żalu to nawyk. Że można to zmienić kierując uwagę na inne uczucia. Na miłość. Na wdzięczność. Coraz mniej w to wierzę.

Coraz bardziej widzę, że ludzie uzależnieni od narzekania, to nie są Ci co się do tego żalu przyzwyczaili.

To ludzie, którzy przed nim uciekają. Uciekają przed ogromnym, dziecięcym, bezradnym żalem. Uciekają przed swoim wewnętrznym dzieckiem.

Narzekanie to ich mechanizm obronny, żeby tego żalu nie poczuć, aby zmniejszyć napięcie, które on tworzy. Jak napięcie jest zbyt duże - wyrzygują go na innych.

Nie mają świadomości tego co robią. Nie mają z tym kontaktu.

Bo spotkanie z żalem nie jest przyjemne.

Żal chwyta za serce, ściska za gardło. Kto by chciał czuć coś takiego. Zwłaszcza kiedy jest on ogromny i bardzo stary. Kiedy pochodzi od wewnętrznego dziecka.

Ale co jeżeli on potrzebuje Twojej uwagi?

Nie ucieczki.

Nie oceny.

Nie zagadania.

Nie wyrzucenia na innych.

Tylko poczucia.

On jest w Twoim ciele. Zamknięty w chronicznych napięciach mięśni.

Trzeba poczuć te napięcia.

Poczuć. Nie rozluźniać.

Bo kiedy rozluźniasz mięśnie na siłę - one wracają z powrotem do stanu napięcia.

Więc lepiej je poczuć. Uświadomić.

Wytrzymać dyskomfort.

Spotkać się z emocją, którą one trzymają.

Wtedy się zaczną się rozluźniać.

To nie stanie się w minutę. To jest proces. Czasem wieloetapowy.

Jednak w końcu rozpuszczą się blokady, a energia żalu zacznie opuszczać ciało.

I wtedy powstanie miejsce na wdzięczność, miłość czy inne fajne uczucia.

Ale one przyjdą same.

Bez presji. Bez nacisku. Bez zaganiania.

.