Klątwy matczyne i jak się od nich uwalniać.


Klątwy kojarzą się z magią. Czarną magią. Osoba je wypowiadająca dysponuje mocą ingerowania w życie swojej ofiary. Może sprowadzić nieszczęścia lub serię nieszczęść.

Ofiara klątwy czuje się bezradna wobec tego, który rzuca klątwę i wobec samej klątwy. Jak dziecko.

Kiedyś przyjmowało się, że każda matka kocha swoje dziecko i chce dla niego jak najlepiej. Od jakiegoś czasu jest coraz więcej osób widzi (i ośmiela się mówić!), że nie zawsze tak jest. Są matki, które źle życzą swoim dzieciom. A zwłaszcza córkom.

Są też matki, które świadomie chcą dla dzieci jak najlepiej, ale nieświadomie wręcz odwrotnie.

Matki ratowniczki, matki poświęcaczki - potrzebują ofiar, potrzebują nieszczęśników, żeby się nimi zajmować. Inaczej czują się niepotrzebne. Matki rywalki - potrzebują tej gorszej, żeby czuć się lepszą. Z córką to jest łatwe. Córka zależna od matki i wejdzie w narzuconą rolę, żeby jakoś przetrwać.

Matka ma ogromny wpływ na dziecko.

Poprzez chcenie czy niechcenie.

Przyjęcie lub odrzucenie. Poprzez słowa, intencje, emocje. Słowa matki zapisują się w ciele córki i działają niczym program. Niestety czasem jest to złośliwy wirus.

Zwłaszcza , kiedy słowa wypowiedziane są ze złością lub nienawiścią. W furii czy w przerażeniu. Ustawiają życie córki. Są przyczyną autosabotażu.

Ty nigdy do niczego nie dojdziesz! Program ten pooduj, że każda próba osiągnięcia celu jest skazana na porażkę. Może być tak, że osoba, która nosi tę klątwę, "zaweźmie się i udowodni, że potrafi". Osiągnie sukces. Ale droga do sukcesu będzie długa i kręta. Naznaczona licznymi porażkami. I często zamiast robić to co lubi i kocha spędzi życie na udowadnianiu, że potrafi. Że da radę. Że matka się myliła.

Matczyna klątwa może działać w jednym obszarze życia lub w wielu. Często zaczyna się od słowa TY:

Ty brudasie!

Ty bałaganiaro!

Może być też skonstruowana jako pytanie:

Dlaczego Ty nie możesz być taka jak inni !?

Dlaczego zawsze są z tobą same kłopoty !?

Dlaczego nie zajmiesz się czymś pożytecznym !?

To ostatnie sugeruje, że to co cię pasjonuje to zwykłe pierdoły, duperele. Możesz czuć się przez to winna zawsze, kiedy robisz coś co sprawia ci przyjemność.

Klątwy zawierające słowa : ZAWSZE, WSZYSTKO, NIGDY są bardzo uniwersalne. Działają w każdym obszarze.

Ty zawsze, wszystko psujesz! - jak zawsze to zawsze, tu nie ma wyjątków.

Klątwa ma to do tego, że boli. A każdy ból ma to do tego, że nie chcemy go czuć. Więc go omijamy, znieczulamy, unikamy. Staramy się o tym nie pamiętać. A tym samym unikamy konfrontacji z klątwą.

Klątwa działa od środka. Sami sobie robimy to kuku.

Bo wierzymy w to, co mówi klątwa. I jeżeli dzieje się inaczej, jeżeli jest nam lepiej - pojawia się lęk.

I pełne napięcia oczekiwanie... Kiedy coś się zepsuje. Kiedy to wszystko pierdolnie. Napięcie rośnie i w pewnym momencie nie jesteśmy w stanie tego wytrzymać. I sami podstawiamy sobie nogę. Czasem używamy do tego innych. To się najczęściej dzieje zupełnie lub częściowo poza świadomością.

Jak uwolnić się od takiej klątwy?

Po pierwsze uświadom ją sobie. Najlepiej zapisz. I nie ma co się bać, że jak zapiszesz to ona zacznie działać - ona i tak działa. Masz ja zapisaną w sobie. Przelanie ją na kartkę to częściowe uwolnienie.

Po drugie przypomnij sobie momenty, w których była rzucana. Nie chodzi mi o konkretną sytuację. Raczej o emocje, które temu towarzyszyły.

Matki (ojca) emocje.

Twoje emocje.

Twój ból. Twój protest. Twoją próbę ochrony. Jak zareagowało Twoje ciało?

Co czujesz w ciele, kiedy sobie to przypominasz?

Po trzecie - poczuj dziecko w Tobie. Poczuj w ciele. Dziecko, które musiało przyjąć przyjąć. Najprawdopodobniej ono sobie nie poradziło z emocjami. Musiało je odciąć. Ciało pomogło.

Poczuj to dziecko w ciele razem z jego bólem. A może nawet nie czujesz bólu. Wtedy poczuj to dziecko z jego napięciami, zamrożeniem, odcięciem. Żeby się rozmrozić ono potrzebuje choćby odrobiny bezpiecznej przestrzeni na początek. Przyjmij je takie jakie jest. Jak zamrożone - to z zamrożeniem. Jak napięte do granic możliwości - to z napięciem. Z wstrzymanym oddechem, z bezsilnym buntem. Ze wszystkim do czego w tym momencie masz dostęp. I jak już wielokrotnie pisałam - przyjęcie nie jest aktem jednorazowym. Jest procesem. Procesem przywracania czucia ciału, rozluźniania napięć i wypuszczania z ciała dziecięcych, wytłumionych emocji.

Klątwa działa - bo dziecko w Tobie jest nadal zależne od matki (ojca). Ono nadal tkwi w przeszłości. Kiedy je przyjmujesz, przenosisz relację z matką na dorosły poziom. Na tym poziomie masz już wpływ i wolność wyboru. I na tym poziomie możesz się uwolnić od klątwy. Poprzez decyzję.

295 wyświetlenia