Jak pokochać siebie?

Od czego zależy to czy potrafimy kochać siebie w życiu? Najkrócej. Od jakości relacji z mamą (tatą, ewentualnie innym opiekunem). Od tego czy ona miała w sobie przestrzeń na miłość? Czy potrafiła kochać siebie? Czy potrafiła kochać nas? Czy widziała nas? Czy była dojrzała i zdolna do tego, by stać się matką.

Czy była niedojrzała, w traumie, w nienawiści. Ta pierwsza relacja, relacja z mamą jest bazą do naszych uczuć w relacji ze sobą. To jest wzorzec, który nas kształtuje. Wszyscy rodzimy się ze zdolnością kochania. Kochamy. To stan zupełnie naturalny. W odpowiedzi oczekujemy miłości. Ale kiedy rodzic jest niedojrzały, zaburzony, niezdolny do bycia rodzicem - otrzymujemy agresję, irytację, Odrzucenie.

I zamiast kochać siebie - uczymy się siebie odrzucać. Ale to nie jest tak, że tracimy zdolność miłości. Ona nadal w nas jest. Tylko jest przykryta różnymi emocjami i przestajemy ją czuć. Znieczulamy się. Najwyżej czujemy emocje. Bo emocje są silne i są w stanie przebić się przez znieczulenie.

Kiedy matka jest niedojrzała - nie potrafi być rodzicem. To ją przerasta. Zamiast z miłością patrzy na nas ze złością, wściekłością czasem wstrętem. I my uczymy się patrzeć na siebie ze złością, wstrętem.

Widzimy siebie oczami matki. Często bardzo zaburzonej matki. Nie widzimy siebie prawdziwej. Czujemy do siebie to co czuła do nas matka. Czujemy do siebie też to co czuła do siebie matka.

Przejmujemy jej emocje. Jej pustkę. Jej cierpienie, Jej lęki. Jej tęsknotę. I nie możemy nic zrobić. Nie możemy uciec ani realnie obronić się. Więc dochodzi do tego uczucie bezradności. Bezradności dziecka.

Więc moim zdaniem, żeby pokochać siebie trzeba po pierwsze wyjść z widzenia siebie oczami matki. Część z tego możemy same zrobić. Często jednak potrzebujemy kogoś z zewnątrz. Kogoś dojrzałego. Żeby nas zobaczył. Tak prawdziwie. Bez zaburzenia. Żeby pomógł nam zobaczyć siebie, matkę i to co się działo z innej perspektywy. Dorosłej. Zobaczył te małą dziewczynkę w nas, która uwierzyła, że jest niewarta miłości. Powiedział Zobacz. To matka jest zaburzona. Nie Ty. Ty nic nie mogłaś zrobić, żeby ona była inna. Nic nie mogłaś zrobić by ona cię zobaczyła i pokochała. Cała praca z wewnętrznym dzieckiem - jest tak naprawdę drogą ku miłości do siebie. Szukamy siebie. Przyjmujemy to co odrzucone. Przyjmując odzyskujemy czucie.

Żeby kochać siebie trzeba mieć dostęp do czucia. Przyjmując siebie - odzyskujemy czucie. Niestety wiąże się to na początku z odmrożeniem ogromnej energii. Energii emocji, która nas kiedyś przerosła. Emocji swoich i przejętych od matki (ewentualnie innego opiekuna). Uzyskaniem dostępu do bólu, który był zbyt ogromny by go w dzieciństwie unieść. Bólu, który niesiemy w sobie. I to niestety trzeba przejść. Te wszystkie stare emocje trzeba wypuścić. Przepuścić przez ciało. Nie ma innej drogi. One nie znikną w sposób magiczny. Stare emocje to bagaż, który niesiemy. One zaśmiecają przestrzeń. One tworzą blokady przepływu. Kiedy energia emocji jest zbyt wielka dla dziecka przepływ zostaje zatrzymany i ta energia zostaje zablokowana w ciele. Energia wstydu, energia poczucia winy, energia złości. Powstaje blokada przepływu.

Kiedy uwalniasz się od tych blokad, puszczasz stare emocje - pojawia się przestrzeń. Przestrzeń na uczucia. W tym przestrzeń na miłość. Miłość potrzebuje przestrzeni. Jak każde uczucie.

Uczucia w przeciwieństwie do emocji są delikatne i spokojne. Nie ma tam pełnej napięcia ekscytacji czy niezdrowego nakręcenia. Tam jest luz, przestrzeń i spokojny przepływ. Odzyskiwanie przestrzeni to jest powolny proces.

Przestrzeń to nie to samo co pustka. Pustka jest agresywna. Kiedy mamy w sobie pustkę - nie możemy przyjąć miłości. Kiedy jest przestrzeń - miłość po prostu pojawia się.

Kiedy czujesz miłość i widzisz siebie prawdziwą - to nie ma innego wyjścia. Patrzysz na siebie z miłością. I kochasz siebie. To jest stan zupełnie naturalny.

Nie wymaga spinania się ani specjalnych umiejętności.

Kiedy kochasz siebie - jesteś dla siebie życzliwa. I zaczynasz dbać o siebie. Odkrywasz coraz więcej obszarów zaniedbania i robisz z tym porządek. Stawiasz granice.

To się nie dzieje w jednej chwili. To jest proces. Proces odzyskiwania miłości do siebie.