Uzdrawianie rodu, a wewnętrzne dziecko


To co napiszę to będzie absolutnie mój punkt widzenia. Punkt widzenia osoby, która zajmuje się uzdrawianiem wewnętrznego dziecka w kontekście traum rodowych. Może tam gdzie nie ma traum jest inaczej. Nie wiem. Generalnie jest tak, że to co w rodzie jest w nas. W dużym stopniu. Ale oprócz tego jesteśmy odrębnymi istotami. Mamy wolną wolę. Jesteśmy tą częścią Wszechświata, za którą jesteśmy odpowiedzialni. Za siebie. Nie za ród. Nie za rodziców. Żeby nam było dobrze mamy uzdrowić siebie. Oczywiście jeżeli chcemy. Bo nie musimy. I może nam być źle. Wolna wola. Uzdrawiając siebie i będąc jednocześnie częścią rodu, tak jak i częścią świata wpływamy na cały ród, na cały Wszechświat. Bo nasze energia się zmienia. Bo nasze pole się zmienia. I na tym nasza odpowiedzialność się kończy. Dlatego uważam, że uzdrawianie przodków czy też całego rodu jest pomysłem co najmniej naiwnym. Marnowaniem naszej energii i manipulowaniem wolnością innych. Liczeniem, że jak coś zmienimy w innych to nam będzie lepiej. Takie mieszanie w otoczeniu.

Niczym żona alkoholika, która wierzy, że jej życie będzie lepsze jak uzdrowi męża. Niczym dziecko, które uwierzyło, że mama jest nieszczęśliwa, bo ono jest złe. Jak się postara to może uszczęśliwić mamę. Otóż nie może. Przeszłość już była. Przodkowie żyli jak żyli. Mieli intencje do życia jakie mieli. Może byli w miłości. Może w nienawiści. Ich wolna wola. Nawet Bóg nie ingeruje nieproszony. Ale człowiek tak. Człowiek chce mieszać. Uzdrawiać zmarłych zamiast zająć się życiem. Energie przodków pracują w nas. Dostaliśmy je w dzieciństwie. I tym możemy się zająć. I nie w tym sensie, żeby się dalej podłączać do energii przodków. Tylko poznać co w nas. Zobaczyć. Poczuć. Uwolnić co nie nasze. Uwolnić wewnętrzne dziecko od dźwigania energii przodków, od dźwigania ich programów. Przestać wmawiać dziecku, że płynęła miłość tam gdzie była przemoc. Zobaczyć jasno i przytomnie co było i zaakceptować to. Szacunek do siebie i przodków nie polega na zakłamywaniu tego co było. Szacunek nie polega na uzdrawianiu kogoś wbrew jego woli. Szacunek często polega na zostawieniu kogoś w spokoju. Zaakceptowaniu jego wolnej woli. Zaprzestania zabawy w ratownika. Zajęcia się sobą. Przestania zajmowania się cudzym szczęściem. Dania sobie prawa do szczęścia nawet jeżeli przodkowie cierpieli.

523 wyświetlenia